Ogłoszenie

Linki do klikania:

Pajacyk
Pieski

Pieski2

#1 27-02-2008 13:06:04

 Misia

Szyderczy użytkownik

Punktów :   27 

Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

Wczoraj nasza babcia ze stancji poprosiła o przepisanie pewnego pisma na komputer. Było to ciężkie wyzwanie, bo pisząc nie mogłam powstrzymać się od śmiechu
Jest nieco długie, ale naprawdę polecam. Wszystko jest autentyczne. Poprawione zostało tylko kilka błędów i zmieniłam nazwiska oraz nazwy ulic.

Miłego czytania

Aleksandra Brzęczek    Toruń, dn. 25.02.2008
ul. Rydzykowa 27/2
87-100 Toruń



Sąd Okręgowy w Toruniu
za pośrednictwem Sądu Rejonowego w Toruniu
Wydział XII Grodzki




Sygn. art XII W 360/07

Apelacja już została wysłana, a że rozprawa 21.01.08 odbyła się na posiedzeniu niejawnym, a ja, mimo tego, po ciężkim zapaleniu płuc (6-sty raz w życiu) przyszłam do sądu w dniu 21.01.08.
Podaję więc, że dnia 28.11.07 zeznając miałam na myśli 30.10.06, niestety pamięć już mnie zawodzi. 30 listopada 2006 r. byłam chora. Jeśli oskarżyciele twierdzą, że wtedy ja zanieczyszczałam taras, to dlaczego nie wezwali policji, aby to potwierdziła.

Stwierdzam jeszcze raz, że nigdy nie zanieczyszczałam tarasu resztkami pożywienia, ani też innymi rzeczami, także nie plułam. Grochowscy na tarasie suszą bieliznę, ja pod oknem Grochowskich swojej bielizny nie powiesiłabym. Wystarczy mi, że w czasie wojny miałam świerzb. Przyznałam się i to potwierdzam, że jak pies szczeka pod oknem, to wyrzucam kostkę na trawnik jak ją mam, ale nigdy pies jej nie złapał, bo ubiegła go z tym pani Grochowska.

Jednocześnie zaznaczam, że taras został postawiony nielegalnie na działce wspólnej, za którą płacimy podatek i dzierżawę. To także nie wadziłoby nam, gdyby nie wypuszczano przez taras psa na działkę, żeby się tam załatwiał, a przy okazji poszczekał.

Anna Gil oprócz mieszkania pod 27/3 na Rydzykowej ma cały dom pod nr. 29, ale przebywa na parterze. Dom na Rydzykowej 27 i 29 dzieli wysoki mur postawiony przez małżeństwo Gilów, na który ja nie wyraziłam zgody ani rodzice Ireneusza Grochowskiego.

W mieszkaniu przy Rydzykowej 27/3 było zawsze bardzo głośno, szczególnie w nocy, że ja bardzo często zmuszona byłam prosić policję o pomoc. Po przejęciu tego mieszkania w 2000 r. na własność przez Gilów (od. 1996 r. należało do siostry A. Gil) zainstalowali w nim agencję towarzyską. Te burdelówki miały samochody na rejestracji zielonogórskiej.

Było bardzo głośno, więc wzywałam policję. W końcu stwierdzili, że jest tu burdel. Przybył do mnie dzielnicowy Grzegorz Biegalski, dał mi numer telefonu i powiedział, że jeśli coś takiego jeszcze tu będzie, to żebym do niego dzwoniła. (Burdelówki już się wyniosły). Do października był spokój. W październiku 2000 r. w tym mieszkaniu zamieszkał student prawa, syn posła K. i studentka prawa Katarzyna W., córka prokurator z Kutna i ta prowadziła agencję towarzyską. Znowu na pomoc nocami wzywałam policję. Przybył P. dzielnicowy Biegalski i oznajmił, że właściciel będzie ukarany, i że kieruje sprawę do kolegium. Po pewnym czasie zjawił się u mnie znowu P. Biegalski i zapytał, czy nie chciałabym tej sprawy wycofać z kolegium. Orzekłam, że mogę to uczynić jak są tak dobrze sponsorowani, ale nade mną nie może być burdelu. Sprawy nie wycofali, parodia kolegium odbyła się, nikogo nie ukarali. Katarzynę W. ze swoim „biznesem” wyprowadziła się na ul. Hitlera (już chyba skończyła studia i na pewno będzie dobrym sędzią lub prokuratorem).

Po tych „studentach” Gilowie mieli jeszcze jedną (rodzinną) lokatorkę. A po niej chyba w 2003r przybyła Kowalska ze swoimi córkami i konkubentem. J. Krówczyńskim. Ci dopiero pokazali co potrafią. Libacje, skakanie i walenie w sufit w soboty, w piątki nie raz do godziny 3 w nocy (widocznie, za pozwoleniem Gilów).
Wzywałam kilkadziesiąt razy w nocy policję, ale to nic nie dało.
W październiku 2005 r. byłam u Komendanta Policji Mirosława Pieńkowskiego. Pisma nie składałam, obecny przy nim policjant notował moje relacje. Prosiłam Komendanta, żeby spowodował przez swoich podwładnych, żebym chociaż w nocy miała spokój. Jednocześnie bardzo negatywnie wyraziłam się o działaniu policji w Toruniu-Śródmieście.

Po tym wszystkim mogłam już jakoś żyć w moim mieszkaniu i nawet chyba to było w grudniu 2005 r. przybył do mnie dzielnicowy Grzegorz Szewc (poprzednio jak szedł do mnie od Grochowskich, to walił pięściami w moje drzwi). Sporządził protokół dotyczący walenia w sufit i zakłócania ciszy nocnej przez psa Grochowskiego.

Niestety Komendant M. Pieńkowski został przeniesiony do Lipna i wtedy znowu zaczęła się moja gehenna., libacje i walenie w sufit przez rodzinę Kowalskiej. A przewodniczący policji Jacek Piekarz wraz z dzielnicowym Grzegorzem Szewcem pokazali na co stać policję. Przybyli oni 24.02.06 w godzinach rannych do Kowalskiej (policja z powodu libacji i walenia w sufit, skakania, było tam 7 młodzieży i 3 dorosłych, o 3 godzinie w nocy została wezwana przez moją bratanicę, ale nie została wpuszczona). Wobec tego w/w przybyli rano. Mnie oskarżyli o głośne zachowanie w dzień, ale to nie wystarczyłoby do oskarżenia więc spreparowali, że ja niepokoję nocą E. Kowalską. Przecież ta kobieta jak ją niepokoję mogła wezwać policję.

W 2004 r. 1 stycznia poszłam do nich o godzinie 11 w nocy, prosząc aby córka w/w przestała walić w sufit, bo aż lampa brzęczy. Otworzył mi konkubent Kowalskiej i powiedział czy lampa nie spadła i zatrzasnął za mną drzwi. Chyba coś mówiłam a Kowalska zgłosiła na policję, że mówiłam coś nieparlamentarnego i ponoć słyszała to jej córka, więc chciała sprawę skierować do sądu. W tej sprawie przyszedł do mnie policjant w cywilu. To Kowalska nie mogła dzwonić na policję jak ją rzekomo niepokoiłam. A co na to policja.
A teraz co dotyczy psa Grochowskich. Ten pies ma już chyba 4 lata i jak był mały, to zrobili mu budę na tarasie i zostawiali tam na noc. Pies szczekał, więc wzywałam policję. Także I. Grochowski grilował na tarasie. Było to bardzo uciążliwe, więc wzywałam policję.

Teraz oskarżając mnie, że policja była kilkakrotnie wzywana przez sąsiadów, że ja ich niepokoję. Co w tej sprawie zrobi oskarżyciel posiłkowy i co sąd niezawisły, żeby sprawdzić kto wzywał policję. Czy musi to sprawdzić Komendant Główny Policji w Warszawie? Zaznaczam jeszcze, że mi tu żyje się bardzo „dobrze”. W 1969 r. zostały wybite dwa okna w piwnicy. Dzielnicowy poprzedni stwierdził, że to uczynił I. Grochowski, wprowadzając przy tym inne dzieci. Odbył się w tej sprawie sąd, bez głównego winowajcy, ja byłam wezwana jako świadek, po wejściu na rozprawę nazwałam ten sąd parodią.

30 grudnia 1980 r. zostały spalone moje liczniki. Sąsiedzi chcieli wówczas podłączyć do ciepłociągu miejskiego. Miało to kosztować 150 tys. „Niedużo”. Nie podłączyli się. A ja ze względu na dyskopatię w 1976 r. przeprowadziłam siłę z ulicy i zainstalowałam grzałki elektryczne w piecach. Jak to się spaliło zawiadomili straż pożarną, która przybyła. Jak otworzyłam drzwi to zobaczyłam ojca I. Grochowskiego z  gaśnicą. Moich liczników już nie było.

Udało mi się wtedy przy pomocy mojego bratanka elektryka z Grudziądza podłączyć ogrzewanie po 9-ciu dniach (nie było wtedy wielkiego mrozu).

Zawsze miałam trochę szczęścia, teraz także, że mnie nie wsadzono do więzienia ze względu na wiek, a najwięcej szczęścia miałam, że uciekłam przed siekierą UPA. Zdarzenie takich uciążliwości jakich podałam było o wiele więcej.

Teraz jeszcze co do zeznania tzw. poszkodowanych  te na rozprawie nie mówiono nic o dotlenianiu się I. Grochowskiego, ale być może, że się dotleniał, bo widziałam kilkakrotnie w 2006 i 2007 r. jak dźwigał ogromną torbę, przerzucając ją z ręki do ręki.

Na rozprawie dnia 28.11.07 moi oskarżyciele mówili jeszcze o zatruciu pokarmowym psa. Pies absolutnie nie jest problemem, tylko jego właściciele. Jak był mały, ja sypiąc chleb suchy ptakom, to ten pies pozjadał go, przybiegł do mnie i ja go pogłaskałam.  Jak miał rok, a może więcej, gdy wracałam ze sklepu dopadł mnie przy furtce (dobrze, że się oparłam o furtkę) oparł się łapami na moich ramionach, złapał moją rękę w paszczę i udawał, że gryzie. Moją bratanicę jak szła do mnie omal nie dopadł, tylko zdążyła furtkę zamknąć, chyba nie popuściłby jej tak jak mnie, a kły ma długie jak palce.

Co zaś do dzielnicowego H. Badziewskiego nie rozmawiałam z nim na temat brudzenia tarasu. Zresztą pan Badziewski od niedawna jest dzielnicowym u nas i latem 2007 roku przybył do mnie, po napisaniu przeze mnie pisma do Komendy Głównej w Warszawie i co ja mówiłam to nagrywał. Oświadczenie p. Badziewskiego , że ja przyznałam się do czynu, który ja nie uczyniłam, to jest karygodne. Policjant, jeśli chce kogoś obarczyć, to musi albo nagrać, albo sporządzić protokół i dana osoba winna go podpisać, a czy dostarczył coś takiego Niezawisłemu Sądowi?

Zaznaczam jeszcze, że  Anna Gil podpisała się moim nazwiskiem na urzędowym piśmie, sprawdzane jest teraz czy uczyniła to tylko jeden raz. Bardzo jest dziwny wyrok skazujący mnie, w którym stwierdza się, że ja raz nie przyznałam się do czynu, który nie popełniłam, a później się przyznałam. Stwierdzam, że jeśli sąd jest niezawisły, to powinno być dokładnie podane, co mówiła rzekomo oskarżona, a mówiłam, że jak pies szczekał to rzucałam mu kość na działkę, jak ją miałam. Właściwie to powinni być ukarani ci, którzy mnie oskarżają za czyny przeze mnie nie popełnione oraz policja, która wykonuje swoje zadania niezgodnie z przepisami (nic nie widzieli).


It's not easy to conceal Fear with a masquerade of joy...

Offline

#2 27-02-2008 14:14:04

 Arantasar

Sexowny użytkownik

Punktów :   15 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)


Aż mi słów brakuje...
Współczuję Wam takiego towarzystwa...


Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam

Offline

#3 27-02-2008 14:41:31

Nemezis

Szyderczy użytkownik

Punktów :   24 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

Przynajmniej wesoło jest Wyobrażam sobie miny pracowników sądu, jak będą czytali to pismo
Aha, żeby nie było wątpliwości -  Misia, pisząc "nasza babcia", miała na myśli właścicielkę stancji, oczywiście nie jest ona z nami spokrewniona

Ostatnio edytowany przez Nemezis (27-02-2008 14:44:50)


I'd rather have a few days of wonderful than a lifetime of nothing specjal.

Offline

#4 27-02-2008 17:04:57

whisky

Aktywny użytkownik

Punktów :   
Wiek: 21

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

o rany . szkoda zachodu o takie sprawy! no dobra może hałasy sąsiadów późno w nocy nei należą do przyjemności, ale żeby aż wnosic sprawę do sądu:|.

w sądzie będą mieli ubaw po pachy:p

Offline

#5 27-02-2008 22:17:39

Nemezis

Szyderczy użytkownik

Punktów :   24 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

No właśnie to sąsiedzi skierowali sprawę do sądu - że babcia zaśmieca podwórko, wskutek czego dostała karę (200zł). Moim zdaniem sąsiedzi są mili a pies kochany ale wygląda na to, że to jest święta wojna, która trwa już chyba od kilku pokoleń

Ostatnio edytowany przez Nemezis (27-02-2008 22:18:16)


I'd rather have a few days of wonderful than a lifetime of nothing specjal.

Offline

#6 27-02-2008 22:19:41

 Arantasar

Sexowny użytkownik

Punktów :   15 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

To się nadaje dosłownie do "Rozmów w toku"


Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam

Offline

#7 27-02-2008 22:24:17

Nemezis

Szyderczy użytkownik

Punktów :   24 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

Albo do 'Interwencji'


I'd rather have a few days of wonderful than a lifetime of nothing specjal.

Offline

#8 28-02-2008 11:00:36

rumcajs

Piękny użytkownik

Punktów :   

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

'urzekla mnie Twoja historia' tez mogloby nagrac program o Waszej babci:P


Linux Registered User#433803
szukam punktow, ujemnych

Offline

#9 28-02-2008 11:05:29

emateues

Popaprany użytkownik

Punktów :   
Wiek: 20

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

a berecik ma ;> taki snajper z niej troche (:


hard core pride.

Offline

#10 28-03-2008 22:53:22

 Misia

Szyderczy użytkownik

Punktów :   27 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

A wczoraj dostała odpowiedź na to pismo, ale nie pochwaliła się co w niej było


It's not easy to conceal Fear with a masquerade of joy...

Offline

#11 29-03-2008 11:48:48

 Arantasar

Sexowny użytkownik

Punktów :   15 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

Buu Szkoda


Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam

Offline

#12 29-03-2008 11:52:29

 Misia

Szyderczy użytkownik

Punktów :   27 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

W końcu i tak nie wytrzyma i pęknie


It's not easy to conceal Fear with a masquerade of joy...

Offline

#13 16-08-2009 21:45:41

Sandro

Winny użytkownik

Punktów :   12 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

A wie ktoś, czy babcia jeszcze żyje?

Jej chata jeszcze funkcjonuje

http://www.fizyka.umk.pl/~177712/Z/109.jpg

Offline

#14 17-08-2009 02:12:15

 Arantasar

Sexowny użytkownik

Punktów :   15 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

O kurde, ale się sentymentalnie zrobiło


Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam

Offline

#15 17-08-2009 13:51:18

 Misia

Szyderczy użytkownik

Punktów :   27 

Re: Pismo do sądu naszej 86leniej babci - humor stulecia :)

Ani ciut. Nie widać Boryska...


It's not easy to conceal Fear with a masquerade of joy...

Offline

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.lupre.pl www.lupre.pl