Ogłoszenie

Linki do klikania:

Pajacyk
Pieski

Pieski2

#1 20-03-2008 21:32:35

Dzikus

Dawny użytkownik

Punktów :   

...Zapomniane...

[W skrócie -> jest to temat-opowiadanie, w którym każdy może wziąć udział, tworząc własną postać, kierujac jej losami i wymyślając dalszy ciąg fabuły. Taka piaskownica dla Waszej wyobraźni, żeby rozruszać skostniałe nieco forum.]  ]:>

Z Prawego Ramienia Jej Wysokości Kichajca wykreowałem taki oto początek:


Wrota starożytnej metropolii stanęły przed nim otworem, gdy tylko opuścił niezbadane leśne głębiny, krocząc wzdłuż potoku, spływającego ku dolinie. Majestatyczne piramidy, wznoszące się ponad ocean rozkołysanych na wietrze koron drzew, cieszyły jego wzrok, lśniąc w płomiennej poświecie zachodzącej Dziennej Gwiazdy, niczym ogromne, starannie ociosane kryształy.
- Dokąd wiedzie rzeka ma... - szeptał w myślach, zdążając ostrożnie ku ruinom, przemieszczając po gałęziach, nad większymi rozlewiskami. Dżungla w tym miejscu, zwanym Tamoanchan, była wyjątkowo gęsta, skąpana w lepkim mroku i przesiąkniętym wonią zgnilizny powietrzu, stanowiła legowisko dla wielu bestii, od jadowitych żmijców, po potężne jaguary i bagienne ogary. Nic dziwnego, że większość istot omijała te, osnute ponurymi legendami, tereny szerokim łukiem. Tylko szukający ucieczki od władzy Świątyni i rządni bogactw łupieżcy ośmielali zapuszczać się na te jadowite ziemie. W zrujnowanych cytadelach, zapomnianych cywilizacji, znaleźć można było wiele niezwykłych artefaktów, za które ekscentryczni magnaci z północy gotowi byli zapłacić wysokie sumy.
Dotarł w okolicę, znaczącego dawne bramy osady, kamiennego łuku i natychmiast skrył sie wśród krzewin, powodowany nagłym impulsem.
- Miało być wymarłe... - pomyślał, przysłuchując się. W powietrzu wyczuł woń obcych mu istot, odruchowo chwycił łuk, wytężył zmysły i począł obserwować rozwój wypadków...

Offline

#2 21-03-2008 00:03:27

 Arantasar

Sexowny użytkownik

Punktów :   15 

Re: ...Zapomniane...

Odruchowo cofnął się do tyłu. Coś głucho trzasnęło pod jego stopami. Szybkim spojrzeniem omiótł swoją kryjówkę i przez chwilę poczuł ogarniającą go potrzebę znalezienia innej. Wszędzie wokół bielały zupełnie ogołocone z mięsa kości. Niektóre stare, szare i rozsypujące się w proch, ale wyraźnie widział też świeże, jeszcze błyszczące w świetle południowego słońca. Większość z nich należała do mniejszych stworzeń, a ich rozmiar nie przekraczał długości dłoni, lecz były też takie długości ręki, czy całego tułowia, a te należały do bestii, które potrafią rozszarpać człowieka w kilka sekund. Łowca poczuł, że włosy zaczynają lepić mu się do czoła. W powietrzu poczuł wilgoć i nagle zrobiło się zdecydowanie chłodniej. Zobaczył maleńkie kropelki pojawiające się na cięciwie jego łuku i po chwili z ziemi zaczęła unosić się mgła, która szybko wypełniła całe miasto, znacznie ograniczając widoczność. Starożytna twierdza w gęstej, białej chmurze przypominała upiorną cytadelę rodem z najgorszego koszmaru. Mężczyzna poczuł ciarki na plecach i nie był do końca pewien, czy był to wynik chłodu, czy strachu. Coś jeszcze, oprócz mgły wisiało w powietrzu. Coś starożytnego i złowrogiego. Dławiło oddech, krępowało ruchy, nie pozwalało skupić myśli. Spojrzał w niebo, ale słońce było już tylko mleczną plamą na szarym tle. Wtedy usłyszał bębny...

Świetna zabawa, dawno już tego nie robiłem Moje ostatnie opowiadanie pisane wspólnie z przyjaciółką skończyło się kilkustronową sceną erotyczną


Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam

Offline

#3 21-03-2008 11:04:57

Nemezis

Szyderczy użytkownik

Punktów :   24 

Re: ...Zapomniane...

Dźwięk bębnów narastał powoli, wibrował w powietrzu, rozpraszał otaczającą go mgłę... Cudowna muzyka, od wieków towarzysząca wojownikom idącym po chwałę lub śmierć. Poczuł, jak niepewność ustępuje a nieznana dotąd pewność siebie i odwaga wstępują w jego serce. Nie czuł już zimna, dzikie bestie czające się wokół przestały mieć znaczenie. Wiedział dobrze co musi zrobić. Zacisnął w dłoniach łuk i ruszył pewnie naprzód.
W tym momencie usłyszał coś jeszcze... Jakiś szelest tuż za nim. Odwrócił się i odruchowo naprężył cięciwę swego łuku, gotowy wystrzelić w ułamku sekundy. Światło oślepiło go niczym blask słońca. Jednak to nie było słońce - ciężkie, czarne chmury powoli spowijały niebo nad tym mrocznym miejscem. Mrużąc oczy, wypuścił strzałę na oślep... W tym momencie blask ogarnął go ze wszystkich stron z taką mocą, że cały świat przestał istnieć. Jednocześnie, to niesamowite światło przestało go oślepiać... Otworzył szeroko oczy i dostrzegł stojącą przed nim smukłą postać. Długie jasne włosy spływały na jej drobne ramiona, duże błękitne oczy patrzyły na niego przenikliwie. Po chwili dostrzegł falujące delikatnie jasne skrzydła, rozpraszające światło, którego źródła wciąż nie był w stanie zlokalizować... Kobieta trzymała w drobnej dłoni strzałę, którą chwilę wcześniej wystrzelił. Przyjrzał się jej uważnie. Była piękna, ale patrzenie na nią nie było przyjemne. W jej oczach kryło się coś dziwnego, coś, czego nie potrafił ogarnąć umysłem, co napawało go dziwnym lękiem...
- Kim jesteś? - zapytał
- Nie możesz iść dalej! - głos, który przemawiał do niego dochodził jakby z daleka - Jeśli to zrobisz, nie będzie już ratunku dla twojej duszy. Posłuchaj mnie i wracaj skąd przyszedłeś!
Błękitne oczy przenikały go z taką siłą, że nie był w stanie dłużej tego znieść. Zakrył twarz rękami i skulił się, jakby walczył z ogarniającym go bólem.
-Odejdź stąd! - zawołał - Idź sobie!
I wtedy ponownie poczuł chłód. Otworzył oczy. Mrok znów spowijał to zakazane miejsce. Rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo. Tylko strzała leżała samotnie u jego stóp... Podniósł ją ostrożnie.
- Co to było? - spytał szeptem samego siebie, wpatrując się w strzałę, jakby mógł odnaleźć w niej odpowiedź. Spojrzał w stronę spowitego mgłą miasta. Dźwięki bębnów ucichły, znów poczuł lęk. Uczynił powoli kilka kroków, po czym zawahał się. Jego głowę przenikała tylko jedna myśl... Co robić?

Rzeczywiście, świetna zabawa, przypomniały mi się opowiadania, które pisałam jeszcze w podstawówce Sceny erotyczne, powiadasz? To może być nawet ciekawe, ale anioły chyba nie... ekhmm... No nic, zobaczymy, co z tego wyniknie

Ostatnio edytowany przez Nemezis (21-03-2008 11:28:09)


I'd rather have a few days of wonderful than a lifetime of nothing specjal.

Offline

#4 21-03-2008 13:17:11

Dzikus

Dawny użytkownik

Punktów :   

Re: ...Zapomniane...

Miał zadanie do wykonania, nie było już odwrotu.
- Zawsze muszę się wplątać w jakąś kabałę. - zaklął w myślach, podnosząc felerną strzałę. Przysiadł jeszcze na chwilę, nasłuchując uważnie, niesionych echem z daleka, odgłosów. W jego wnętrzu z wolna narastał niepokój.
- Może to tylko omam... - stwierdził ostatecznie, zwalając wszystko na zmęczenie, powodowane ogólnym niewyspaniem. W tych lasach zawsze należało być czujnym, nawet podczas snu, przez co ciężko było, tak naprawdę, dobrze wypocząć. Wspomniał ostatnią noc. Budził się dość regularnie, ze dwadzieścia razy, a nawet gdy zasypiał, jakaś część jego duszy i ciała nadal czuwała. Gdzieś w otchłani snu marzył o swojej kryjówce, gdzie - po powrocie - będzie mógł w końcu w pełni wypocząć.
- Trzeba działać. - rzekł, wytrącając się z zamysłu, a następnie udał się pod kamienny mur, bujnie oplątany bluszczem, wspiął na szczyt, gdzie przysiadł w cieniu i ogarnął wzrokiem potężny dziedziniec, z wolna trawiony przez rozrastającą się tu i ówdzie dzicz, otulony lekką mgłą, płożącą się cicho pośród mocarnych skalnych bloków, rozrzuconych chaotycznie po okolicy, połamanych kolumn, stel i posągów. Strwożonym wzrokiem spojrzał ku podnóżu wielkiej piramidy, gdzie w gęstwinie zarośli mignął jakiś kształt.
- Nie jesteśmy tu sami... - syknął, po czym, zwinnym susem, runął w dół i skrył za kamiennym blokiem. Wyraźnie wyczuwał obecność innych istot w pobliżu.

Ostatnio edytowany przez Xibalbha (21-03-2008 13:32:42)

Offline

#5 21-03-2008 19:18:44

 Misia

Szyderczy użytkownik

Punktów :   27 

Re: ...Zapomniane...

Obserwowali go z daleka - setki par bystrych oczu, śledzące najdrobniejszy ruch, setki par uszu, zdolnych wychwycić najcichszy szelest, nozdrza wyczulone na najsubtelniejsze zapachy... Jakim prawem śmiał wkroczyć na ich świętą ziemię, od tysięcy lat nieskalaną stopą intruza? Jak dotąd nikt nie odważył się tak bezczelnie wkroczyć na ich terytorium. Nie spodziewali się nawet, że komuś może przyjść to do głowy, dlatego pojawienie się przybysza tak ich zaskoczyło i nie spotkało się z natychmiastową reakcją. Jakim cudem zdołał przejść przez zaklęty las wokół ukrytego miasta, nie stając się podwieczorkiem strzegącego ruin stworzenia, którego nikt nigdy nie widział, prawdopodobnie dlatego, że każdy, kto miał wątpliwą przyjemność stanąć z nim oko w oko, nie zdążył pożegnać się przed śmiercią nawet z samym sobą?
Nie było jednak czasu dłużej się zastanawiać nad przyczyną tej nieoczekiwanej wizyty, nieproszony gość skradał się cicho poprzez opustoszałe uliczki. Trzeba było ustalić, co dalej - czy wspólnymi siłami pozbyć się intruza, nie pytając o przyczynę najścia ani zamiary (nie byłoby to trudne, gdyż mimo iż żaden z mieszkańców ruin nie spotkał nigdy człowieka, wszyscy instynktownie wiedzieli, co robić w takim wypadku), czy też porozumieć się w jakiś sposób z dwunożnym stworzeniem i nakłonić je do działania w interesie wspólnoty? Być może przybysz był tym, o którym mówiła przepowiednia? Być może zdoła unicestwić klatwę wiszącą nad miastem?
Cichy gwizd przemknął pomiędzy zaroślami. Na straży pozostało tylko kilku czujnych obserwatorów, reszta udała się w mroczne podziemia, na spotkanie z najstarszym członkiem rodu. On zadecyduje, co zrobić. Ostatecznie, jeśli coś pójdzie nie tak, zawsze mogli skorzystać z pierwszej opcji... I nikt spoza miasta nigdy się o tym nie dowie. A póki co, głupio byłoby nie spróbować wykorzystać tej szansy na wybawienie.
Tymczasem nasz bohater...

- by: Rzaba -

Ostatnio edytowany przez Misia (21-03-2008 19:20:52)


It's not easy to conceal Fear with a masquerade of joy...

Offline

#6 21-03-2008 19:59:09

Dzikus

Dawny użytkownik

Punktów :   

Re: ...Zapomniane...

Przemierzał kolejny dziedziniec, rozpostarty u podnóża wielkiej piramidy, prawdopodobnie najwyższej ze wszystkich. Starał trzymać się w cieniach i korzystać z osłony krzewów. Wiedział jednak, że jego starania niewiele dawały. Czuł na sobie spojrzenia obcych, nie potrafił jednak ustalić, gdzie owe istoty się znajdują. Zdawało się, że wszędzie.
Obserwowały... mógł tylko domyślać się ich kolejnego posunięcia...
- Jeśli zaatakują, zrobi się nieciekawie... - stwierdził. - Trzeba szybko wykonać zadanie i stąd czmychnąć. To może być wszędzie. - myślał.
Wspiął się na wyższe stopnie jednej z piramid i stamtąd obierzył wzrokiem cały centralny plac, poprzecinany wieloma potokami, sztucznymi strumieniami, w których lśniły krystalicznie czyste wody. Przez chwilę dał się ponieść złudnemu uczuciu wszechobecnego spokoju i harmonii tego miejsca, wsłuchany w śpiewy ptaków, wesoło igrających z wichrami w koronach drzew, pozwalając złocistym promieniom Dziennej Gwiazdy smagać jego lekko osmolone lico.
Chwycił skrawek pergaminu, na którym niezręczną ręką ktoś naszkicował mapę cytadeli i dokładniej mu się przyjrzał.
- Świątynia, na zachodnim krańcu. - stwierdził, odczytując zawarte na mapie wskazówki. - Trzeba będzie się przedrzeć... - dodał, z niepokojem spoglądając ku mrocznej kniei, stanowiącej dawny tutejszy park. - Tam... - ledwie zdołał zwinąć pergamin i schować go do podręcznej torby, gdy nagle poczuł na swych plecach lodowaty oddech.

Ostatnio edytowany przez Xibalbha (22-03-2008 10:41:19)

Offline

#7 22-03-2008 16:51:00

 Misia

Szyderczy użytkownik

Punktów :   27 

Re: ...Zapomniane...

Jego przerażone oczy powoli kierowały się w stronę źródła chłodu.
Nie wiedział, że w tej chwili w podziemiach miasta ważą się jego dalsze losy...

Strażnicy docierali właśnie do porośniętego gęstymi zaroślami i kolącymi krzewami sekretnego wejścia pozwalającego dostać się na niższy poziom. Zeszli do zimnego korytarza. Miejsce to było naprawdę niezwykłe. Ściany zdobione freskami, stiukami, marmurem - wszędzie symbole związane z historią tego miejsca. Nieskończenie długie pozdziemne korytarze wiły się labiryntem niezliczonych ścieżek i zakrętów, będących pewną zgubą dla obcych. Strażnicy biegli co raz to zmieniając kierunek, aż dotarli do wielkich drzwi pilnowanych przez dwa mroczne elfy.
Za owymi drzwiami przebywał najstarszy członek rodu mający podjąć decyzję co począć z intruzem.
Verevil siedział na legowisku miękko wysłanym brązowymi liśćmi i zajadał się spokojnie przyniesioną mu niedawno potrawą przyrządzoną ze zdrajcy, popijając kielichem  słodkiego nektaru z leśnych kwiatów, kiedy ten błogi spokój został zakłócony przez krzyki jego wiernych sług. Trudno, posiłek musi poczekać.
Wysłuchawszy chaotycznych relacji, zwołał zebranie. Decyzja musiała być podjęta jak najszybciej.
Stary, doświadoczony przez los, ale kurczowo trzymający się życia, przywódca rozpoczął obrady.
Niebawem szala losu naszego bohatera przechyliła się w jedną stronę...

Łowca cały drżał, grały w nim emocje, których nie sposób było opanować, czuł, że to jest tuż za nim, bacznie obserwuje każdy jecho ruch. Ostrożnie odwracał głowę aż...


(Normalnie czekam na każdy kolejny fragment bardziej niż na następny odcinek "Mody na sukces" )

Ostatnio edytowany przez Chochliczek (23-03-2008 21:51:35)


It's not easy to conceal Fear with a masquerade of joy...

Offline

#8 23-03-2008 20:42:42

Dzikus

Dawny użytkownik

Punktów :   

Re: ...Zapomniane...

Dostrzegł niewyraźny cień stojącej tuż za nim postaci, odruchowo runął w dół, w rozpostartą u podnóża piramidy gęstwinę zarośli, gdzie przycupnął i - z trudem łapiąc dech - spojrzał ku miejscu, w którym jeszcze chwilę temu siedział. Wypatrywał prześladowcy, jednakże niczego nie dane mu było dojrzeć. Nie wyczuwał też na sobie obcych spojrzeń, co - paradoksalnie - bardziej go niepokoiło, niż uspokajało.

Nie zamierzał dłużej zwlekać, uważnie lustrując najbliższe otoczenie zmysłami ruszył w głąb parkowej kniei, ku świątyni, w której miał spoczywać cel jego wyprawy.

[Chochliczek -> ja tyż W ogóle więcej postaci by się przydało, ponieważ nudne się to zrobi. Niech jeszcze ktoś tu jakiego bohatera wprowadzi !! Mój, póki co, wędruje ku świątyni...]

Ostatnio edytowany przez Xibalbha (25-03-2008 11:33:27)

Offline

#9 27-03-2008 01:17:42

 Arantasar

Sexowny użytkownik

Punktów :   15 

Re: ...Zapomniane...

- Poruszasz się głośniej niż wściekły nosorożec... - usłyszał za sobą niski, drwiący głos. Machinalnie odwrócił się.
- Kalderan? Co ty tu robisz? - powiedział do wysokiego, barczystego mężczyzny, którego lewy policzek znaczył rząd blizn, pamiątka po bliskim spotkaniu z wilkołakiem. Kalderan miał już ponad pięćdziesiąt lat i jego opadające na ramiona włosy były białe jak śnieg, nadal jednak był uważany za jednego z najlepszych łowców. Na plecach nosił długi niemal do ziemi łuk, nie wyglądało jednak na to, że zamierza go użyć.
- Doszły mnie wieści, że wybrałeś się właśnie tutaj. Przybyłem, bo nie chcę, by kolejną wiadomością, która do mnie dotrze było zaproszenie na twój pogrzeb. Oczywiście symboliczny, bo nigdy nie znaleziono by ciała...
- Wiesz, że nie możesz mnie zatrzymać. To zaszło już za daleko, nie mam żadnego wyboru!
- Mylisz się, przyjacielu. Dałeś się zwieść czczym gadaninom czarodziejek i wróżbitów, poszedłeś jak po nitce do kłębka dokładnie tam, gdzie chciano, abyś poszedł. Przejrzyj wreszcie na oczy, to co tu znajdziesz przyniesie zgubę nie tylko Tobie, ale i wszystkiemu, co kochasz!
- Nie dbam o to! Zbyt długo wykonywałem rozkazy innych bez kwestionowania, nie zastanawiając się do czego może to doprowadzić. Mam tego dosyć, chcę sam zostać panem swojego losu.
- I właśnie dlatego wypełniasz wolę innych? Pomyśl, głupcze, dobrze wiesz, że jesteś marionetką na sznurkach. Jak dużo zamierzasz poświęcić w imię nie swoich przekonań?
- Tyle, ile będzie trzeba... - łowca napiął łuk i wymierzył w stronę Kalderana.
- Nawet starą przyjaźń? - na twarzy starego wojownika odmalował się cień smutku.
- Nawet... - oczy mężczyzny zwęziły się, usta zmieniły w prostą, prawie niewidoczną kreskę.
- Przykro mi, przyjacielu. Nie pozostawiasz mi wyboru.
Nim łowca zdążył wypuścić swoją śmiercionośną strzałę, Kalderan uderzył o ziemię kilkoma małymi kulkami, które trzymał ukryte w dłoni i w jednej chwili zniknął w gęstym, gryzącym dymie. Łucznik poczuł, że zaczyna kręcić mu się w głowie. Świat zawirował i stał się niestabilny, niczym sen człowieka mającego się za chwilę przebudzić. On jednak doskonale wiedział, że za chwilę straci przytomność.
- Gaz usypiający... Cholerny... - nie dokończył i upadł na ziemię...

(Ha, trzeba było to trochę udramatyzować Teraz się domyślajcie o co chodziło w tej rozmowie. Może nasz główny bohater wcale nie jest taki jednowymiarowy jak nam się na początku mogło wydawać? Ciekawe, czy jest dobry, czy zły... Teraz dopiero zrobi się z tego Moda na sukces )


Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam

Offline

#10 27-03-2008 11:00:35

emateues

Popaprany użytkownik

Punktów :   
Wiek: 20

Re: ...Zapomniane...

Nagle Łowca sie przebudził, chciał się podnieść szybko ale piekielny ból głowy nie pozwolił mu na to. Słyszał za to zbliżający sie ku niemu narastający, złowrogi śmiech. Tracę zmysły? - pomyślał. Ale gdy zobaczył przenikający cień nad jego głowa w parzącym słońcu poważnie się przestraszył. Chciał  stamtąd uciec ale myśl o tym, że nie wykona zdania zabijała go. Dam rade, przecież jestem dobry w tym co robie - szepnął. Nagle śmiech ucichł. Znów się rozejrzał i zamarł. Zobaczył coś o czym nigdy wcześniej nawet nie słyszał. Duży na 36 cali, oczy przeraźliwe jakby były bez dna, wiotki, jego czarne jak noc ciało - jeżeli można to tak nazwać - powiewało na wietrze. Był to pradawny stwór Cień, znikał w ciemnościach by nagle zaatakować swoją ofiarę i zadać śmiertelny cios.


hard core pride.

Offline

#11 27-03-2008 17:24:28

Dzikus

Dawny użytkownik

Punktów :   

Re: ...Zapomniane...

Uchylił się przed ciosem cienistej kreatury, próbował uciekać, lecz potknął się o jeden z wystających z ziemi konarów i upadł, wzniecając tumany pyłu, które zatkały mu nozdrza. Poczuł, jak coś oplątuje mu nogę i ciągnie ku sobie, obrócił się na plecy i ujrzał widmowego prześladowcę, cień, który przybrał postać wężowatego stworzenia. Oplątał nogi łowcy mackami, podpełzł bliżej, szponiastymi łapami sięgnął ku torsowi i począł go rozdziewać. Przeciął skórę jednym ciosem, wbił szpony mocno w tkankę, aż łowca poczuł potworny ból, zakląn, ryknął i padł nieprzytomny, mamrocząc coś pod nosem.

Stoi na placu w zapadłej dzielnicy, na południu Aedhaa, jednej z ludzkich osad w zachodnim Tamoanchanie, przed nim zaś siedzi stary pijaczyna, lekko chwiejąc się na bogi i bełkocząc.
- Złe miejsce, nie wolno iść.. nie wolno ruszać.. nawet te plugastwa, Pogany, się tam nie zapuszczają...
- Skąd wiesz, dokąd zmierzam, starcze ?
- Widzę w Twych oczach, widzę to, czego szukasz... nie znajdziesz wędrowcze, zła droga, zła...
- A która jest dobra, w takim razie ??
- ... - odpowiedź pijaka zagłusza potężny świst, rozdzierający atmosferę okolicy i wśidrowujący się w głąb umysłu Łowcy, wizja zamazuje się, nagle - nie mogąc znieść bólu - Łowca łapie się za skronie.

Zbudził się nagle, w sercu parku, cały spocony, obolały, jednak cały i ranami nietknięty. Z trudem chwytając kolejny oddech, podciągnął się, wsparł na ramionach, chwycił łuk i począł lustrować okolicę.
- Co się dzieje... - myślał. - To sen, to był tylko sen...
Próbował się uspokoić, jednakże okoliczny spokój mu na to nie zezwalał.
- Co to za sztuczki... Kalderanie ?? - zapytał, lecz odpowiedziało mu tylko echo. - Grh... Trzeba ruszać dalej. - pokonując ból w mięśniach powstał i, zorientowawszy się w terenie, ruszył przed siebie, ku widocznej za pasem zarośli , znaczonej dwoma rzędami megalitów alejce. Wedle mapy, miała wieść wprost ku wejściu świątyni.

Ostatnio edytowany przez Xibalbha (27-03-2008 20:20:05)

Offline

#12 28-03-2008 19:04:55

Nemezis

Szyderczy użytkownik

Punktów :   24 

Re: ...Zapomniane...

Lena, jasnowłosy anioł, spoglądała ze smutkiem na odchodzącego mężczyznę. U jej stóp spoczywała niewielka kupka tektoplazmy - pozostałość po cienistym demonie. Udało się, stoczyła walkę pomyślnie, ale straciła dużo sił. W tym miejscu, przepełnionym do granic Złem, nie mogła gromadzić energii tak łatwo jak zawsze. "Może powinnam była pozwolić mu zginąć?" - pomyślała - "Nie będę w stanie długo go ochraniać, zresztą... nie zasłużył sobie na to."
Przypomniał jej się dzień, kiedy jej podopieczny przeklinał ją głośno i kazał jej odejść. Uważał, że potrafi sam sobie poradzić. Uniosła się dumą, przestała mu pomagać, tak jak sobie życzył. Ale nie mogła odejść, była z nim nierozłącznie związana aż do jego śmierci. Z dnia na dzień obojętnie obserwowała jego upadek... aż do dzisiejszego dnia.
"To moja wina, że się tu znalazł, popełniłam błąd i muszę go naprawić" - pomyślała, ruszając śladem Łowcy.

Ostatnio edytowany przez Nemezis (28-03-2008 19:07:41)


I'd rather have a few days of wonderful than a lifetime of nothing specjal.

Offline

#13 03-04-2008 16:36:38

asia

Szyderczy użytkownik

Punktów :   20 

Re: ...Zapomniane...

Łowca wędrował przez kilka dni nie napotykając żywego stworzenia, prowadziła go jedna myśl..na północ, muszę iść na północ i wykonać zadanie...Jednak nie był sam podczas tej wędrówki, obserwowała go Lena a i on sam czuł, że dzieje się z nim coś dziwnego... Tysiące pytań kłębiło mu się w głowie: dlaczego Kalderan chce go powstrzymać, skąd pojawiają się tw dziwne sny...? Dlaczego do wypełnienia misji kapłani wybrali właśnie jego? Dlaczego w każdym pokoleniu wypełnienie misji przypadało komuś z jego krewnych?  Ale pytania bez odpowiedzi nie były jedynym strapeniem łowcy...Wyraźnie czuł, że z jego psychiką dzieje się coś dziwnego... te dziwne sny, te głosy...Od kilku dni łowcy wydawało się, że ktoś do niego mówi, choć nikogo nie było w pobliżu...słyszał, jak ktoś go wzywa, jak ogromna siła przedziera się przez jego psychikę i próbuje przebić się do jego świadomości...siła do tej pory uspiona, która postawiłą na jego drodze Kalderana i która zsyła na niego owe sny... Tymczasem dotarł do granic Tamonanchanu...przekroczył granice znanego świata, przed nim rozpościerała się równina....  ruszył na spotkanie przeznaczeniu....

Offline

#14 07-04-2008 17:47:36

Dzikus

Dawny użytkownik

Punktów :   

Re: ...Zapomniane...

Świątynia znajdowała się teraz tuż przed nim, mógł podziwiać jej utworzoną z lśniących w promieniach Słońca kamiennych bloków, majestatyczną fasadę w całej okazałości. Przykucnął przy jednym z leżących w bezładzie na terenie, stanowiącej dziedziniec świątyni, równiny, w głębokim cieniu i łypnął wzrokiem ku zionącemu lepką ciemnością wejściu, nasłuchując w ciszy dźwięków nadciągających z okolicy. Wyrzucił w umysłu wszelkie nękającego myśli, skupiając się na celu swej wyprawy.
- Im szybciej, tym lepiej. - stwierdził, a nie dostrzegłszy niczego, co mogłoby zdradzić obecność wrogich istot, ruszył dalej, nie tracąc przy tym czujności. Zatrzymał się dopiero przy wejściu, gdzie jeszcze raz zlustrował okolicę zmysłami, a następnie, ostrożnie wkroczył do wnętrza, zatapiając się w morzu ciemności.

Z chwilą, gdy jego stopy dotknęły wilgotnej posadzki przedsionka budowli, uderzyła w niego przenikliwa fala ziąbu i zgniłego odoru tak, że odruchowo skulił się i zakrył nozdrza chustą.
- Mogłem się spodziewać, że w tych zapadłych katakumbach nikt od dawna nie wietrzył... - westchnął, ostrożnie posuwając się do przodu. Przed sobą widział tylko nieprzeniknioną zasłonę mroku, uparcie kryjącą wszelkie tajemnice dziwnego miejsca, do jakiego dane mu było trafić. Szedł tuż przy ścianie, którą - jak obadał palcami - musiały pokrywać jakieś niezwykłe płaskorzeźby. Próbował rozpalić pochodnię, lecz wszechobecna wilgoć skutecznie mu to uniemożliwiła.
- Trudno, łowcze... teraz masz okazję się wykazać, zupełnie inaczej niż podczas rabunku świątyni na bagnach Zotzoi, czy poszukiwań zaginionych w runach wioski Ngharra. Teraz, pozbawiony światła, w tym zagadkowym labiryncie, musisz polegać tylko i wyłącznie na własnych zmysłach. - pomyślał, po czym nagle przystanął. Oto z głębi dobiegł go dziwny dźwięk...

Ostatnio edytowany przez Dzikusek (07-04-2008 21:00:50)

Offline

#15 12-04-2008 14:07:42

 Misia

Szyderczy użytkownik

Punktów :   27 

Re: ...Zapomniane...

Nie mogąc dojrzeć nic w nieprzeniknionej ciemności, postąpił jeszcze kilka kroków i zanim zdążył krzyknąć, zawisnął w powietrzu, schwytany w siatkę, której cienkie sznurki wrzynały się w jego ciało. Przez chwilę szamotał się, próbując się uwolnić, ale sieć plątała się coraz mocniej, aż nie mógł wykonać już żadnego ruchu. Nagle delikatna poświata zaczęła wypełniać korytarz. Z mroku wyłoniły się zarysy ścian, a z każdej z nich przyglądała mu się kamienna twarz. Tylko że to nie byli ludzie... Serce zamarło mu w piersi. Przeżył już wiele, ale nigdy wcześniej nie widział takich stworzeń. Były piękne, a jednocześnie przerażające. Miały gibkie kocie ciała, długie chwytne ogony, ludzkie dłonie zakończone ostrymi szponami, ogromne bystre oczy, falujące grzywy i paszcze uzbrojone w potężne kły. Światło stawało się coraz jaśniejsze i zza zakrętu zaczęły wyłaniać się istoty uwiecznione na płaskorzeźbach, ale prawdziwe, choć... nie do końca materialne. Były duże, półprzezroczyste, jakby zrobione z delikatnego, mlecznego światła. Domyślił się, dlaczego nie mógł dostrzec ich wcześniej, na powierzchni. Dopiero w mroku ich zarysy wyróżniały się na tle ścian. Dopiero w grupie były w stanie rozświetlić ciemność... Istoty zebrały się powoli wokół niego. Wyczuwał napięcie, ale promieniował od nich również jakiś nieziemski spokój. Popatrzył w oczy największego ze stworzeń i poczuł dziwną jedność, poczuł że w pewnym sensie jest teraz jednym z nich. Świetlista postać przemówiła. Przez moment wydawało mu się, że to jakiś gwizd albo syk, ale po chwili zaczął rozróżniać słowa...
- Witaj przybyszu, daj jakiś znak jeśli mnie słyszysz i rozumiesz.
Łowca odpowiedział i ze zdziwieniem stwierdził, że mówi w ich świszczącym języku, choć nigdy wcześniej się z nim nie spotkał:
- Kim jesteście? Czego ode mnie chcecie?
Światło przygasło lekko, jakby wystraszył ich jego butny ton wypowiedzi i wędrowiec zawstydził się nieco, co wyczuli od razu i natychmiast odzyskali swoją jasną pewność siebie. Ich przywódca powiedział:
- Mamy dla ciebie pewną propozycję, ale musisz z nami współpracować. W przeciwnym wypadku nie wyjdziesz stąd już nigdy. Nie przechytrzysz nas, nie uciekniesz. Jesteśmy w stanie poznać każdą twoją najdrobniejszą myśl, ale nie będziemy cię oceniać. Zapewne wielu rzeczy będziesz się bał, w wiele spraw będziesz wątpił, bo zetkniesz się z nimi po raz pierwszy, ale jeśli nam zaufasz, pomożemy ci zdobyć to, po co przyszedłeś, nie pytając, dlaczego tak ci na tym zależy, a ty pomożesz nam odzyskać to, co straciliśmy dawno temu... Uwolnimy cię teraz i jeśli pójdziesz z nami, otoczymy cię najlepszą opieką, ale pamiętaj - jeden twój fałszywy ruch będzie cię kosztował życie. Myślę, że postawiłem sprawę jasno?
- Tak, chyba tak... niepewnie odrzekł łowca i pomyślał, że to jedyna szansa, żeby ziścił się jego niecny plan. W tym momencie upadł na ziemię, a krępujące go więzy zniknęły. Wstał, otrzepał się z lepkiego, wilgotnego kurzu i nie wiedząc czego się spodziewać, ruszył labiryntem wąskich korytarzy w asyście świetlistych stworzeń...

- by Rzaba -

Ostatnio edytowany przez Chochliczek (12-04-2008 14:08:12)


It's not easy to conceal Fear with a masquerade of joy...

Offline

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
4gottenworld.pun.pl